<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-35433939</id><updated>2011-07-07T22:39:49.441-07:00</updated><title type='text'>(8.3) Prezenty na łyżwy cd.2</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://prezenty-lyzwycd2.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35433939/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prezenty-lyzwycd2.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>leysowaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05646746914261768372</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>1</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-35433939.post-115987870891707223</id><published>2006-10-03T05:27:00.000-07:00</published><updated>2009-08-20T11:46:45.208-07:00</updated><title type='text'>Prezenty na łyżwy cd.2</title><content type='html'>Dziesięć miesięcy później prezenty &lt;a href="http://www.pamir-meble.pl"&gt;krzesła&lt;/a&gt; niewiele się zmieniły. Chociaż&lt;br /&gt;nie. Było ze mną jeszcze gorzej. Niespodziewanie dla samego&lt;br /&gt;siebie zamieniłem się w starego pierdołę. Zamęczałem&lt;br /&gt;wszystkich. &lt;br /&gt;   - Popatrz - powiedziałem do żony. - Reklamują ten nowy&lt;br /&gt;film z Tonym Harpestem. Ten, który widziałem wczoraj.  Chcesz taki prezent?&lt;br /&gt;   Wczoraj nie widziałem żadnego filmu. Siedziałem w barze i&lt;br /&gt;podsłuchiwałem, jak para nastolatków dyskutuje o filmie,&lt;br /&gt;ekscytując się poszczególnymi scenami. Ona - brzydka, chuda&lt;br /&gt;dziewczyna z piegowatym czołem - starała się analizować&lt;br /&gt;sceny miłosne i chyba nie szło jej to najlepiej; on - krępy,&lt;br /&gt;baczkowaty młodzieniec - mówił cichym, ochrypłym głosem,&lt;br /&gt;właśnie takim, jakim Bóg obdarzył Tony`ego Harpesta.  Po&lt;br /&gt;godzinie podsłuchiwania stwierdziłem, że mogę sobie darować&lt;br /&gt;ten film. Jako prezent - opowiedzieli mi go w całości. &lt;br /&gt;   - Tak więc - powiedziałem do żony - film rozgrywa się w&lt;br /&gt;Brazylii. Ale nie jest w nim wcale ciepło. Reżyser&lt;br /&gt;przemyślał sobie to i owo i postanowił utrzymać rzecz w&lt;br /&gt;klimacie dreszczowca. Wiesz, niby nic się nie dzieje, niby&lt;br /&gt;patrzysz w te palmy, patrzysz na rozpalony słońcem asfalt,&lt;br /&gt;ale jest ci cholernie zimno. Wargi &lt;a href="http://www.naszbelchatow.pl"&gt;Bełchatów&lt;/a&gt; masz suche od upału, ale&lt;br /&gt;w sercu rośnie sopel lodu. Mrozi jak dobre prezenty. &lt;br /&gt;   Przerwałem, żeby spojrzeć, czy mnie słucha. Skąd. &lt;br /&gt;Siedziała przed oknem, przy sekretarzyku i manipulowała przy&lt;br /&gt;swoich palcach. Szykował nam się bankiet, podobnież&lt;br /&gt;skończyłem ileś tam lat i żona moja musiała wyglądać, jak&lt;br /&gt;trzeba na prezent. Daję głowę: gdyby podpalić teraz dom, ona i tak&lt;br /&gt;dalej przyglądałaby się swoim pazurom. Coś strasznego. &lt;br /&gt;   - I ten pomysł uważam za najlepszy - kontynuowałem&lt;br /&gt;niezrażony. - Nie żadna akcja, nie pościgi samochodów. Ale&lt;br /&gt;to uczucie zimna. Ty myślisz, że to łatwo zrobić? Tak, żeby&lt;br /&gt;było ci zimno, kiedy patrzysz na złotą, milutką plażę i&lt;br /&gt;rozebrane babki prezenty. &lt;br /&gt;   Nic.&lt;br /&gt;   - Słuchasz mnie, kochanie? - zapytałem wbrew sobie. Takie&lt;br /&gt;pytania nie wiodły daleko. &lt;br /&gt;   - Słuchasz mnie?&lt;br /&gt;   - Jasne - pokiwała głową. - Mówiłeś o filmie, na którym&lt;br /&gt;byłeś wczoraj.&lt;br /&gt;   - I co myślisz? - nie ustępowałem.&lt;br /&gt;   Nie odpowiedziała. Najwyraźniej jej to nie interesowało. &lt;br /&gt;Nie domyślała się, nie starała się myśleć, że być może,&lt;br /&gt;podsłuchiwałem innych tylko po to, żeby dzisiaj zagaić&lt;br /&gt;rozmowę. &lt;br /&gt;   - A może... prezenty? - zacząłem nieco już podniesionym głosem. &lt;br /&gt;   Ale oto do salonu wszedł nasz syn. I on się nie zmienił. &lt;br /&gt;Wierzcie mi, pragnąłem przestać myśleć o nim jak o spasionej&lt;br /&gt;rybie. Nie chciałem porównywać go do tych brzuchatych&lt;br /&gt;welonków sunących nisko nad żwirowatym dnem i wyłupiających&lt;br /&gt;oczy w bezmyślnym, niemym pytaniu: dlaczego nie mogę płynąć&lt;br /&gt;dalej? Dalej niż ta szyba. &lt;br /&gt;   Chociaż rzadko zadawał pytania, jego pulchne policzki i&lt;br /&gt;tak wystarczająco mnie drażniły. Był chyba świadom, że tak&lt;br /&gt;jest. &lt;br /&gt;   - Tato - powiedział. - Chodź do mojego pokoju. Pokażę ci,&lt;br /&gt;prezenty. &lt;br /&gt;   - Jakie prezenty, synu? - miał paskudny zwyczaj wracania&lt;br /&gt;do spraw, które rozegrały się daleko wcześniej. To akurat&lt;br /&gt;mogłem zrozumieć. &lt;br /&gt;   - No, wiesz. Z tej gry, w którą grałeś w poniedziałek. &lt;br /&gt;Jest tam taka studnia, zaminowana... &lt;br /&gt;   Wstałem z fotela. &lt;br /&gt;   - Chcesz powiedzieć, że od poniedziałku próbujesz dać&lt;br /&gt;temu radę?&lt;br /&gt;   - Nie - odwrócił się i jego galaretowate uda zatrzęsły&lt;br /&gt;się bezradnie. - Próbuję od zeszłego wtorku. Zanim jeszcze&lt;br /&gt;ty tam wlazłeś. &lt;br /&gt;   Tak jest, pomyślałem. Komputer i tyle. Dzieciaki jeżdżą&lt;br /&gt;na deskach, grają w kosza, biegają i w ogóle. A ten ma&lt;br /&gt;prezent komputer. 486. &lt;br /&gt;   - Dobra - powiedziałem. - Ty pokażesz, jak wyjść ze&lt;br /&gt;studni, a ja pokażę ci, jak się jeździ na łyżwach. W&lt;br /&gt;porządku? &lt;br /&gt;   Mój syn żachnął się. Razem z moją żoną.&lt;br /&gt;   - Na jakich łyżwach, tato. Wieczorem jest przecież&lt;br /&gt;przyjęcie. &lt;br /&gt;   - Właśnie - poparła go znienacka żona. - Przyjedziecie do&lt;br /&gt;salonu na łyżwach? Ben, idź zobacz, jak wychodzi się z tej&lt;br /&gt;studni i daj mu spokój. On nie chce być łyżwiarzem.  Zrozum&lt;br /&gt;wreszcie. &lt;br /&gt;   Pokiwałem głową. W progu nie wytrzymałem i warknąłem&lt;br /&gt;krótko:&lt;br /&gt;   - Wydawało się, że nie słuchasz, ale to nie tak. Ty po&lt;br /&gt;prostu nie chcesz słuchać. &lt;br /&gt;   Podążyłem za swoim synem z obrzydzeniem obserwując, jak&lt;br /&gt;wspina się po schodach. W kogo on się wrodził? &lt;br /&gt;   Pokazał mi te prezenty. Muszę przyznać,&lt;br /&gt;że na takich sprawach to on się znał. No, mógłbym nawet&lt;br /&gt;nazwać go małym mistrzem. Potem mówił coś jeszcze; krótkimi,&lt;br /&gt;suchymi zdaniami - widać odkrył, że tak do mnie trzeba&lt;br /&gt;przemawiać. Po co się wysilać. Stary jest marudą. Gada i&lt;br /&gt;gada, a i tak nikt go nie słucha.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/35433939-115987870891707223?l=prezenty-lyzwycd2.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35433939/posts/default/115987870891707223'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/35433939/posts/default/115987870891707223'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prezenty-lyzwycd2.blogspot.com/2006/10/prezenty-na-ywy-cd2.html' title='Prezenty na łyżwy cd.2'/><author><name>leysowaty</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05646746914261768372</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry></feed>
